W końcu zaczęłam pracę nad następną ikoną. Ale przerwa była naprawdę długa, ponieważ moja głowa i ręce cały czas zajęte były zaplataniem.
Udało mi się w końcu wywalczyć niedzielę dla Matki Boskiej Słodko-Miłującej i pochłonęła mnie praca.
Przygotowanie deski też nie było proste, chociaż wysuszona i zaszpongowana czekała w szafie już od kilku miesięcy. Temat miałam, wiedziałam, że chcę napisać ikonę wzorując sie na szkole kretenskiej. Tyklo ten grunt. Zawsze mam z tym problem. Tym razem zdejmowalam grunt z deski trzykrotnie. To uczy pokory.
Wygląda na to, że ta ikona naznaczona jest zmaganiem od początku.
Brakło mi już sił i czasu na samodzielny szkic i posłużyłam się gotowym podlinnikiem.
Jajo od wiejskiej kury, medium. Pigmenty, pędzelki, paleta. Zagruntowana i oszlifowana deska.
Niedzieli wystarczyło na tło szat Maryi i Jezusa. Lico deski zamalowałam sieną naturalną i ugrem jasnym.
niedziela, 2 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz